Ale od początku.
Motocykl do tego lata działał bez żadnych kłopotów.
pyrkotał stukotał standardowo jak na swój model (GSX600F 98r), ale jeździł trasy krótkie i długie bez problemu.
Przejechane 50kkm
Napinacz (zostało ok 7 zębów do wysunięcia)
W tym sezonie wymieniony filtr oleju, olej, olej w lagach, łożysko główki ramy, płyn hamulcowy, świece (denso irydowe- miałem w cenie 25 zł po zniżkach kolegi w inter więc mówię a co mi tam - jak się okazało przy wymianie stare też były irydowe; ngk. Jak coś będą na podmiankę), przewody wys napięcia (beru silikon), fajki (ngk), filtr powietrza (taki jak był - hiflo).
Jeździ nic się nie dzieje.
Silnik zaczął przypominać się o regulacje luzów zaworowych (cyku pyku etc.). Zakupiłem groszowy szczelinomierz -podziałka co 0,5 topex- zacząłem ustawiać. Ustawione. Nie, źle coś cyka nie tak. Wiec zakupiłem markowy szczelinomierz z podziałką co 0,03 i ustawiłem na nowo wlot na 0,13 (13 z oporem, 15 nie wchodzi ni diabła a 10 leko bez oporów) wydech na 0,20 ( 20 z oporem, 23 nie wchodzi a 18 lata lekko). W tym momencie sprawdzałem też napinacz.
No to myślę sobie jak już mam zdjęte wszystko to biore gaźniki w robocie mam myjkę, zakupiłem siuwaxa do czyszczenia, rozkręciłem gaźniki na spokojnie, korpusy wyczyszczone szprajem, z zewnątrz wyczyszczone naftą, dysze wyczyszczone i szprajem i wizytą w myjce, wszystko przedmuchane sprężarką (wszystko wszystko) wyniuniane wycałowane wymodlone złożone, żadna śrubka nie została. Jeden z pływaków był niżej niż inne więc go podciągnąłem. Na wszystkich jest teraz taki sam poziom - mierząc suwmiarką przy zetknięciu się pływaka z tym maluśkim zaworkiem igiełkowym (?) jest 13 mm.Śrub mieszanki nie ruszałem, nie jestem jeszcze na takim poziomie jakoś bałem się je wyjmować, mowie jeszcze coś przeoczę, sknocę, niedoliczę i będzie kicha.
Założyłem gaźniki zalałem z buteleczki przez filterek paliwa żeby czasem nic tam, zaden paproch, nic a nic się nie dostało.
Odpalam. Gada. Gada jak gadał gada dobrze. Obroty jałowe falują tak jak falowały i wcześniej.
No to mówię idę za ciosem. Podłączam waku (DIY olejowe, cztery wężyki połączone na dole, zalane olejem takim, jak ma silnik, żeby jak nie daj Boże zaciągnie to przynajmniej to czym zalany).
I robię synchronizacje. Już było za**biście. ale chciałem jeszcze lepiej. I tak wymodziłem to ,,jeszcze lepiej", że nagle jak się zamulił tak już nic mu nie chce pomóc.
Ciężko odpala. każde dotknięcie manetki skutkuje zadławieniem silnika. Odpala i chodzi tylko z włączonym ssaniem i tylko ssaniem idzie jakkolwiek oddziaływać na obroty (od 1 do 6). Chodzi nierówno jakby nie na wszystkie garnki.
Jak się nagrzeje tak gaśnie.
Na lekko rozgrzanym przy lekkim odkręceniu manetki ( cały czas ssanie) udało mi się go raz rozbujać do 10k obrotów. Z obrotów schodzi opornie.
Ogólnie nie ma szans, żeby nim gdzieś jechać.
Wczoraj drugie podejście. Gaźniki na stół wszystko sprawdzone dmuchnięte, włoskiem ze szczotki przetknięte syfu brak. Membrany całe, iglice jak na moje oko też są ok (jak się je wyjmuje z gumy - nie chce urwać nic-, żeby sprawdzić na którym rowku są i co daje podniesienie lub ich opuszczenie?). Wszystko ok.
no to myślę, śruby mieszanki. Trzy spokojne oddechy... Wkręcam. Każda na 2 i 1/4 obrotu (tak jeździłem te dwa sezony). Wykręcam trochę obkopcone. Przeczyściłem. Wkręciłem. Każdą wykręciłem tak jak było ( nawet sobie śrubokrętem porobiłem znaki na krawędzi gniazda żeby wiedzieć odkąd do kąd było 1/4 obrotu i odkąd liczyć te 2 kolejne obroty.
Za gaźniki latarka. Ustawione przepustnice, żeby były w miarę równo.
iglice poruszają się góra dół bez zacięć z charakterystycznym ziuuuum siuuup
Podłączam... Dalej to samo. Liiipa
Bez airboxa, z airboksem, dokręcane, ścieśniane. wydziwiane.
Silnik kręcony bez gaźników porusza bez problemu zaworami, wszystko ładnie widać.
Zjawiska, które zaobserwowałem podczas prowadzonych prac, mogące mieć znaczenie, ale niestety nie jestem w stanie z nich za wiele wywnioskować.
-podczas Synchronizacji słyszałem cyknięcie jakby się napinacz napiął o jeden ząbek. (czy mógł przeskoczyć rozrząd?)
-po zdjęciu gaźników po tych próbach odpalenia króćce ssące są jakby mokre.
-odma - oleju nie wyrzuca ani ciut ciut. Natomiast po rozgrzaniu cyka z niej para (nie śmierdzi spalinami, w rytm silnika lekko bez dużego ciśnienia, na wyjętych gaźnikach tak samo). Przy rozłączeniu czy podłączeniu pod airbox jest tak samo z obrotami i odpaleniem, żadnej różnicy. Domyślam się, że tak ma być.
Kompresji nie mierzyłem, nie mam jak.
Spalanie oleju w normie 200-300 na 1kkm
Ogółem sytuacja, w której doszło do tej ogólnopojętej lipy, miała miejsce podczas synchronizacji.
Oleju nie zassało, w rurkach wakuometru jest tyle ile było.
Iskra jest. Kolektory każdy gorący. Nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć.
Jeśli nie uda mi się nic zrobić będę musiał wziąć przyczepkę i wieźć go do jakiegoś serwisu (pewnie warszawa-okolice Piaseczna, Konstancina)
A teraz będę wył.
RATUUUNKUUUUUU!!!
(Panie Moderatorze jak coś skopałem przepraszam poprawię się. Nie jestem obcykany w ,,forach")

