Zawsze trzeba znaleźć ten złoty środek między jakością, a finansami.
Dla tego u mnie to była kwestia 1-1,5 roku, to już poświęciłem, bo przynajmniej nie chodziło mi ciągle po głowie "czy to rozsądne tak jeździć, czy powinienem dać na luz?"
wybuchnąć raczej nie wybuchnie, ale jak kołek puści, powietrze zejdzie przy spokojnej jeździe, lub na prostej (i się tego nei zauważy), to potem na winklu można się zdziwić.
Powiem tak: na początkach kariery motocyklowej i do jazdy spokojnej, po mieście i okolicach, powinno wystarczyć. Przed trasą robi się motocykl tak, żeby w trasie nie mieć bólu głowy. Do ostrej jazdy, to jak kto lubi. Na pewno ciężko byłoby należycie kontrolować stan opony, z której powietrze może zejść w kilka minut, a i sama guma narażona jest na większe obciążenia.
W razie czego jest jeszcze opcja sprzedać - pewnie ktoś się znajdzie, kto kupi i parę groszy się zwróci.
Osobiście, jakbym w nowej oponie złapał gwóźdź, to o ile sytuacja finansowa pozwalałaby, w pierwszej kolejności spróbowałbym upłynnić dziurawą gumę i kupić sobie nową, a w drugiej kolejności zastanowiłbym się, czy będę wyjeżdżał w najbliższym czasie w trasę, albo jeździł sportowo. Jak mi wyjdą 3 miesiące dojazdów po mieście tylko, to kołek i mam 3 miesiące na wykombinowanie, co dalej
Chyba nie ma sensu, żebym się dalej wypowiadał, jako że kołkowanej nie miałem, ani nie jestem wulkanizatorem/producentem opon/mechanikiem, więc moja opinia jest w najlepszym wypadku niemiarodajna.