Sprawa wygląda tak. Kupiłem jajco pod koniec sezonu 2012, w niezłym stanie, miał na zegarze przejechane 23 tys. km więc nawet nie sugerowałem się tym bo przy motocyklu z 99 roku to wolne żarty. Sprowadzony w 2008 roku do polski
Ostatnio robiłem serwis, między innymi wymieniałem napęd.
Ku mojemu zdziwieniu zastałem tam zębatkę zdawczą, która jak się okazało jest oryginalna
(dziękuje lewmichal ).
od tego momentu zacząłem zachodzić w głowę ile faktycznie motocykl ma przejechane i czy "przypadkiem" nie kupiłem igiełki
takie małe zestawienie co przemawia za znikomym przebiegiem a co przeciw:
ZA:
-stan zębatki zdawczej, oryginalnej
-stan lag (rury wewnętrzne) - jak lustro, żadnych pionowych rysek
-stan gumowych wkładek w zabieraku - jak nówki
-stan łożysk w tylnym kole - zero luzu, made in japan
-sucho przy pokrywie zaworów, baaaardzo sucho
-gumy na podnóżkach - bardzo dobry stan
-nawet głupia naklejka na wahaczu- jakby naklejona wczoraj
-felgi czyste, bez rys - jedynie ślady smaru na powierzchni chropowatej na feldze
-silnik ogólnie chodzi pięknie, przyspiesza równo, żadnych dziur w mocy itd jak się zagrzeje to ledwo dotknę starter a on już gada.
-itd:D
PRZECIW:
-stan plastików - wyglądają jak by je ktoś polerował co dwa dni, lakier poprzecierany jak cholera
-manetki w średnim, a nawet bym powiedział kiepskim stanie
-tarcze z przodu już przy "grubości granicznej"
-obszywana kanapa na nowo.
Oryginalny napęd dał mi mocno do myślenia, bo jak słyszę opowieści sci-fi o 15 letnich motocyklach z przebiegiem 20-30 tys.km to się zawsze śmieje, a tu proszę.
(temat trochę powtórzyłem z galerii ale mocno mnie to "męczy" ostatnio)
Co o tym myślicie ? Zależy mi na waszym zdaniu
