Zagotowany akumulator
Witam szanownych forowiczów.
Mam następujący problem. Jadąc dziś z pracy moją GSXF600 '92, na drugim kilometrze drogi wyprzedzałem ciężarówkę. Miałem pewnie z 8000 obr. Po wyprzedzeniu zwolniłem znacząco, gdyż nie jestem typem szaleńca. Ale nagle stwierdziłem że zwalniam za bardzo, a manetka gazu nie reaguje. Zjechałem na bok, wszystko zgasło w diabły, nie chciał zapalać. Akumulator nowiutki, poprzedni wymieniłem, bo nie było już w nim elektrolitu, a po wlaniu padł całkiem. Po zatrzymaniu stwierdziłem że musiała spaść klema, ale jak zdjąłem kanapę zobaczyłem że aku aż bulgocze, para leci w najlepsze i gorący jest jak diabli. Niewiele myśląc zawiozłem aku do sprzedawcy żądając wymiany gwarancyjnej. On na to, że owszem, odeśle do producenta, ale może się okazać po ekspertyzie, że akumulator był potraktowany zbyt wysokim prądem. Dotąd nie miałem żadnych, problemów.
I moje pytania: Nawet jak przeładowywał i akumulator padł, to czy silnik powinien zgasnąć? Przecież alternator pracuje cały czas. Czy nawet jak przeładowywał, to czy możliwe jest żeby już po dwóch kilometrach się zagotował? Czy w związku z tym powinienem sprawdzić jakieś bezpieczniki (o ile są w imbryku jakieś)? Chętnie bym zaprowadził do kogoś kompetentnego, ale po wstępnym wywiadzie dowiedziałem się że ostatni dobry mechanik opuścił moje miasto dwa lata temu
. Czy ewentualnie zna ktoś kogoś dobrego z okolic Koła (wlkp)?
Ten problem wydaje mi się podobny do viewtopic.php?f=42&t=5354,
Ale zanim zacznę grzebać, chciałbym mieć pewność ze to to.
Bardzo będę wdzięczny za odpowiedzi.
Mam następujący problem. Jadąc dziś z pracy moją GSXF600 '92, na drugim kilometrze drogi wyprzedzałem ciężarówkę. Miałem pewnie z 8000 obr. Po wyprzedzeniu zwolniłem znacząco, gdyż nie jestem typem szaleńca. Ale nagle stwierdziłem że zwalniam za bardzo, a manetka gazu nie reaguje. Zjechałem na bok, wszystko zgasło w diabły, nie chciał zapalać. Akumulator nowiutki, poprzedni wymieniłem, bo nie było już w nim elektrolitu, a po wlaniu padł całkiem. Po zatrzymaniu stwierdziłem że musiała spaść klema, ale jak zdjąłem kanapę zobaczyłem że aku aż bulgocze, para leci w najlepsze i gorący jest jak diabli. Niewiele myśląc zawiozłem aku do sprzedawcy żądając wymiany gwarancyjnej. On na to, że owszem, odeśle do producenta, ale może się okazać po ekspertyzie, że akumulator był potraktowany zbyt wysokim prądem. Dotąd nie miałem żadnych, problemów.
I moje pytania: Nawet jak przeładowywał i akumulator padł, to czy silnik powinien zgasnąć? Przecież alternator pracuje cały czas. Czy nawet jak przeładowywał, to czy możliwe jest żeby już po dwóch kilometrach się zagotował? Czy w związku z tym powinienem sprawdzić jakieś bezpieczniki (o ile są w imbryku jakieś)? Chętnie bym zaprowadził do kogoś kompetentnego, ale po wstępnym wywiadzie dowiedziałem się że ostatni dobry mechanik opuścił moje miasto dwa lata temu
Ten problem wydaje mi się podobny do viewtopic.php?f=42&t=5354,
Ale zanim zacznę grzebać, chciałbym mieć pewność ze to to.
Bardzo będę wdzięczny za odpowiedzi.
Za dużo !



