No to albo ja jestem jakiś dziwny albo coś jest nie tak i nie mogę trafić co.
Właśnie wróciłem z 5 godzinnego dłubania. Założona pompa od gsxr-a hamulec miękki jak cholera zaczynał brać przy samej manetce

układ odpowietrzany za pomocą wężyka i strzykawki, ale niestety nie wiele pomogło. Wróciłem do oryginalnej pompy, jeszcze raz sprawdziłem z kumplem zaciski, tłoczki chodzą i delikatnie się cofają jak się puszcza klamkę, przesmarowane prowadnice zacisków, bo widać było że ciężko chodziły. I na mojej starej pompie jest jak było. Klamka ustawiona na pozycję 1, hamulec zaczyna brać mniej więcej w połowie odległości między pozycją spoczynkową a manetką. Natomiast przy maksymalnym dociśnięciu klamki do manetki, klamka styka się z manetką. Odpowietrzaliśmy układ chyba z 15 razy, a to strzykawka, a to butelka. Z przewodów nie wydobywa się ani jeden bąbelek, podobnie nie ma już objawu że bąbelki idą w pompę i zbiorniczek.
Nie mam już pojęcia co robić i co i jak sprawdzać
Reasumując, przewody hamulcowe mam w oplocie, przy pompie śruba drążona podwójna na każdy zacisk osobny przewód. Tłoczki wyczyszczone chodzą dość luźno. Prowadnice zacisków przesmarowane, podkładki wyczyszczone, wszystko poskręcane, a hamulec dalej miękki.
Zanim moto trafiło do warsztatu na przegląd hamulec był taki że spokojnie mogłem hamować dwoma palcami i pozostałe palce oparte na manetce nie spotykały się z klamką. Moto odebrałem po miedzy innymi wymianie klocków hamulcowych "czerwone brembo" (bo starych już prawie nie było) i płynu hamulcowego. Mechanik stwierdził że do wymiany pompa hamulcowa, ale ja już sam nie wiem co mam robić...