Przyznam się szczerze, że kufer miał pęknięcie (ok 7-8cm) w okolicy zapięcia, ale ogólnie był sztywny, więc nic nie ruszałem.
Dzień po założeniu poleciałem A2 do Żyrardowa i było spoko mimo 18 z przodu
Dzień później jechałem do brata pochwalić się stelażem homemade... Dałem mu w palnik i zerkam w lusterko... a tu pusto coś
Staje - kufra brak...

Bałem się, że został na głównej trasie i jakieś Renault Magnum już go sprasowało... Fartownie rypnął na asfalt i wtoczył się do rowu
Nie popękał, ale trochę się przytarł

Tragedii nie ma bo kosztował mnie 60zł + "serwis" navi, ale zacząłem się bać, że go zgubie razem z np. zakupami, kaskiem, albo dokumentami.
Na autostradzie już bym go nie miał
Dokonałem modyfikacji. Od spodu, przez płytę i dno kufra nawierciłem dwa otworki M6 i od góry dałem blaszkę i skręciłem wszystko do kupy.
I tak nie będę go zdejmował, a na siłę to odkręcę te dwie nakrętki i tyle...
Strach jednak pozostał... No i przytarty kufer

GSX750F - sprzedany. Nadszedl czas Hondy Transalp...