Koledzy mam taki problem - tak po 30 km mam ochotę zejść już z jajka i zostawić go w krzakach, - głównie przez wibrację na rączkach kierownicy. Niestety w Mielcu nie mam nikogo z jajkiem i nie mogę porównać. Łapał mi też shimmy, więc pojechałem do rzeszowa aso:
- wyważyli koło z przodu
- pod pompowali koła
- sprawdzili łożysko główki ramy i podobno jest ok
- zawieszenie z przodu i z tyłu ustawili na max twarde
I tak: shimmy ustało, ale jeśli tylko zmienię o jedno kliknięcie na miększy to od razu łapię shimmy. Po 30 km prawa ręka drętwieje mi tak że jej "nie czuję" i muszę co chwilę puszczać gaz i odpoczywać
Przednia opona nie jest nowa, ale nie jest wyząbkowana.
Tylna tarcza hamulcowa jest minimalnie krzywa, bo poprzedni właściciel ruszył na zapiętym disclocku, ale to chyba akurat nie ma nic dorzeczy.
-rama jest prosta
-lagi nie ciekną
-nie ściąga podczas jazdy
-nie wężykuje i nie nurkuje w zakrętach
-napęd ok, naciągnięty.
- przebieg 39900 zrobiłem 6 tyś, wibrację były chyba cały czas, ale zaczyna mnie to męczyć...
Ostatnio zamieniłem się ze znajomym motocyklami. Podczas jazdy jego yamahą fazer na kierownicy nie czułem nic denerwującego. Na fazerze z zapiętym biegiem i prędkością tak od 60 do 150 ,miałem wrażenie, jak bym jechał jajkiem z obojętnie jaką prędkością, wcisnął sprzęgło i leciał na luzie - prawie zero wibracji
Nie mam żadnych innych zastrzeżeń do suzi - ale te wibrację i drętwiejące ręce zaczynają mnie "delikatnie wk.....ć"
Jakieś pomysły...