naklikalem pol strony i skasowalem (z premedytacja, specjalnie)... nie moge dzis mysli zebrac.
Wiec moze jeszcze raz, troche bardziej na sucho i w krotkich wojskowych slowach to co mysle o kwestii prawdziwych motocyklistow i uzytkownikow motocykli.
Miejmy jaja i przyznajmy sie sami przed soba ze motocykl sluzy nam do realizacji dwoch pol. Nazwijmy je roboczo: pole duchowe i pole lanserskie.
Pole duchowe - to nasza ucieczka od swiata na motocyklu, to to mocniejsze bicie serca w momencie wcisniecia rozrusznika, to ten nasz azyl na motocyklu, to to uczucie ze jestesmy na wlasciwym miejscu i robimy w zyciu wlasciwa rzecz w momencie jazdy na moto... to rowniez ta pewnosc ze jadac na moto jestesmy wolni od tej jebanej zyciowej komerchy, dwulicowych ludzi, zakladanych na codzien w pracy masek wlasnego ja... to pewnosc ze na motocyklu jestesmy jak najbardziej swoim najprawdziwszym soba.
Pole lanserskie - Bitch please...
Co wedlug mnie definiuje prawdziwego motocykliste? Ano wlasnie procentowy rozklad powyzszych pol w mozgu
Kiedy czlowiek staje sie prawdziwym motocyklista? Jest jakis dzien? Jaki graniczny kilometr przebiegu?
A moze bycie prawdziwym motocyklista to proces. Trwajacy dla jednych dluzej, dla innych krocej a dla innych nie nadchodzacy wogole.
P.S.
Nie wiem jak to odbieracie/odczytujecie?


