Opis sytuacji:
Imbryk '95, robi sie pogoda, chciałem zrobić przegląd. Płytki zaworowe powymieniane, luzy pasują, łańcuch był wymieniany przez poprzednika i na prawdę jest w dobrym stanie, wyczyściłem naciąg łańcuszka oraz sprawdziłem wałki czy się dobrze schodzą. Wszystko było ok więc zamknąłem kape. Nowe świece, czyszczenie gaźników.
Poskładałem całego, iskra jest, przełączyłem na PRI, odczekałem chwile żeby zalało gaźniki i... Rozrusznik kręci, ale silnik nawet nie "pyrknie". Za zawory i łańcuch daję sobie uciąć... Gdyby wina była w zapłonie, synchronizacji gaźników, bądź mieszance to strzeliłby chociaż raz po raz. Jeśli się mylę - poprawcie mnie :-) Dodam,że nigdy nie miał problemów z odpalaniem, na zimno odpalał "na strzał". Ma ktoś może jakiś szalony pomysł?:-)
Pozdrawiam serdecznie! :-)



